Odchudzanie na lato czyli jak robią z nas bekę…

Wpadł mi w łapy niedawno Men’s Health z dawką porad typu „jak zrobić 6-pak w 4 tygodnie” itp. Generalnie pomijając fakt że niedomówień jest pełno – bo zrobić 6-opak na brzuchu w 4 tygodnie to sobie może facet który w momencie startu miał nie 20-30% tłuszczu jhak większość tylko te 15%… bo przy 12% już widać sześciopak, a 3% tkanki tłuszczowej da się w takim czasie zredukować.

Odchudzanie z gazety

Ale w zasadzie nie to mnie bodło najbardziej, a podpieranie się danymi para-naukowymi… w którymś tekście stało, że w ciągu 20 minutowego treningu 74 kg redaktor spalił 505 kalorii. Czyli 1500 kalorii na godzinę. Szczerze wątpię, biorąc pod uwagę że robił w dużej mierze trening siłowy, który aż takich ilości kalorii nie spala…. żeby tyle spalić biegnąc musiałby przez te 20 minut utrzymywać szybkość ponad 20 km/h.  Mało prawdopodobne.

Szczerze to już prędzej zaufam spalaczom tłuszczu – swoją drogą, niedawno widziałem ranking spalaczy tłuszczu z dolnej półki cenowej i z ciekawości zamówiłem sobie Trec’a Thermo Burner. Ma przyjśc w poniedziałek więc zobacze jakie będa efekty.

Ale nie o tym chciałem dzisiaj pisać. Chodzi mi o trend bycia fit – szczupłym, zdrowym, wysportowanym – i wpieprzanie ludziom do głów że są w stanie być fit w miesiąc. Że mogą cały rok się opierdzielać nic nie robiąc, ale na wakacje wszystko zrzucą w miesiąc – bo w końcu odchudzanie jest proste. Jak dieta z allegro albo sześciopak z men’s healtha.

Bzdury.

Możemy sobie odessać tłuszcz, możemy wpieprzać metaamfetaminę przez okrągły miesiąć i nie jeść – wtedy możemy zrzucić i 10 kg. Tylko jakim kosztem? Odchudzanie i powrót do formy powinno być przemyślane jako proces którego efekt utrzyma się nie przez lato, a przez lata. Dlatego nie ma co się łasić na krótkotrwałe efekty, tylko pracować na to, aby uzyskać długotrwałe rezultaty.

Czego i Wam życzę…